?> !DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01 Transitional//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/loose.dtd" ||SVART ORM|| Wikingowie i Wenedzi VII - 9-11 maja 2014 - Warszawa
Wikingowie i Wenedzi VII - 9-11 maja 2014 - Warszawa
Wikingowie i Wenedzi VII...byla to dosyc zaskakujaca wyprawa, przynajmniej dla tych, ktorzy mieli juz okazje odwiedzic to miejsce. Bylismy nastawieni na przeciskanie sie przez alejki miedzy namiotami, trudnosc ze znalezieniem miejsca na nasze obozowisko i na chodzenie po kramach i przebieranie w swiecidelach...przynajmniej ja...nawet mialam pieniadze, co pewnie zdziwi tych, ktorzy mnie dobrze znaja :P niestety...zastalismy bloto i jakies cztery namioty. Wychodzi na to,ze wikingowie boja sie deszczu...my dzielnie walczylismy z rozstawieniem naszych i przygotowaniem miejsca na ognisko z nadzieja na ladniejsza pogode. Wlasnie...ognisko...przybycie do takiego miejsca jak zawsze nalezy uczcic, poniewaz na samym festiwalu bylo malo ludzi, spedzilismy wieczor we wlasnym gronie, no i wlasciciele tych pieknych psow. Co tu duzo mowic, picie, spiewanie i picie, cieplo buchajace od ogniska, gryzace komary, obok ludzi z ktorymi mozna pogadac...no i picie:) Nastepngo dnia bylo troche ciekawiej, turnieje, wystepy, pojawilo sie pare kramow, bylo wiecej ludzi, cos sie dzialo. Czarny waz liczy sobie sporo osob, jednak tylko jedna tak sprawdnie strzela z luku...Bjorn wygral turniej luczniczy z czego po raz kolejny jestesmy dumni...jednak Jarmund zaja drugie miejsce nie mozna tego pominac :) Nasze niewiasty rozstawily swoje kramy, ktore z wyjazdu na wyjazd staja sie coraz to lepiej
wyposarzone i kuszace. Sigrun robiaca przepiekne krajki, Rzepka szyjaca ciuchy dla leniwych, no i ja, kaptury dla potrzebujacych...no i te torby, co sie kazdemu podobaja, a nikt ich nie kupuje :P Pomimo swiecacego sloneczka, dokuczliwy wiatr zwiewal wystawione przez nas przedmioty...caly czas...ale prznajmniej nie padalo. Milosne przygody...nie czeste u nas , wiec nalezy o tym przypomniec, przeciez i tak wszyscy wiedza, bo koncu jestesmy jak rodzina ;] Pomimo tego, ze to Lutek dostal od Leifa pewien przywilej...prawo pierwszej nocy...i mogl wybrac sobie dowolnego, mlodego, nowoprzybytego do naszej druzyny thralla i...nie bede konczyc...nie skorzytal na szczescie, a przynajmniej nic o tym nie slyszalam :P jednak z uroku biesiadnych nastrojow skozystala nasza rudowlosa Jorunn i znalazla pewnego wielbiciela:) I tak wlasnie minal Jomsborg...bez szalenstw, bez problemow ,bez szkod materialnych, bez zgonow ( Jarmund zostal ranny za uchem, ale jezeli zastosowal oklad z dziewicczych piersi to na pewno szybko doszedl do siebie), ja nic nie zgubilam, co oznacza ze bylo spokojnie :P
By Thoreja zwana Mrówką