!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01 Transitional//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/loose.dtd" ||SVART ORM|| - 2011 - Wyprawa zimowa 4-6 marca 2011
Wyprawa zimowa 4-6 marca 2011
Wyprawa- zwiad wysłanników Mieszka I, który w planach swych zajęcia wschodniego Mazowsza, aż po wielką rzekę Bug, postanowił wpierw uładzić się z pomniejszymi kniaziami, sowicie opłacić ich srebrem, aby poparli jego zamiary. Albo przynajmniej przeciwko niemu nie stanęli, neutralnymi pozostając.

Wyruszyła więc czwórka posłańców na których składali się, Leif –przywódca wyprawy, Bjorn - zwiadowca, Ansgar w ziołach i nalewkach biegły, pomocą miał służyć w nagłych wypadkach oraz Rzepicha, co jako jedyna sztukę łaciny posiadła w piśmie, aby relację z wyprawy na pergamin spisać dla Mieszka. Wyruszyli w niesprzyjającym czasie gdy wicher i mróz jeszcze mocno trzymał rzeki, mroził ziemię, a kmieciom głód powoli zaczynał zaglądać do chat.

Za początek wędrówki obrali sobie miejsce zwane Zabużem, gdzie dotarłszy tuż przed zmrokiem, na stoku niewielkiego wzgórza, otoczeni sosnowym lasem, rozbili obozowisko. Po rozpaleniu ognia i rozłożeniu wiaty do spania, zaczęli spożywać posiłek, a Leif począł snuć historię…

Sen nas morzył, jeno ognia pilnować musieliśmy, donosząc co czas jakiś opału. Inne opowieści czas nas zajęły –smutne, o dawnych towarzyszach po których ślad zaginął, śmieszne - co zrobić gdy niewolny płonie? Ratować – to może być Twój niewolny! Aż strach, jak szybko się spełniło… przy ognisku zwiadowca osmalać się zaczął od zadniej strony począwszy. Na aluzje nie zważał, wciąż wystawiając rzyć. Naraz zajął się żywym ogniem! „No to mnie zgaście” jedynie rzekł przez sen i bardziej w stronę ognia się wypiął. Przesuwać się wcale nie zamierzał! Ogień buchnął zajmując połać dupy Bjorna, lecz przy przytomności umysłu ugaszony został. Rano okazało się czemu przesunąć się nie chciał – kamień sobie wieczorem nagrzawszy, położył sobie przed brzuchem co by przytulając się do niego piękną niewiastę sobie wyobrażać! A że kawał głaza to i ruszyć nie zdołał!

Noc zapowiadała się nieprzystępnie, lecz ostatecznie oszczędziła wędrowcom swego chłodu. Bez innych przygód, zmieniając się przy ogniu dotrwaliśmy do rana. Następnie zwinęliśmy obóz, ślady po sobie zacierając. Uzupełniliśmy zapasy wody, załadowaliśmy sanie i ruszyliśmy w dalszą wędrówkę.

Wędrówka nasza długa nie była, lecz zmęczyliśmy się srogo, bo śnieg był miejscami wysoki. A było tego ze 10 kilometrów. Sanie ciągnięto na zmianę, przy czym warto nadmienić, że sanie łatwiej ciągnie się z górki niż pod górkę oraz po śniegu miast po piachu. Spełniwszy wyznaczoną trasę, czasem z niej zbaczając, dotarliśmy do punktu wyjścia, bowiem zamiar mieliśmy nocować w tym samym miejscu co poprzednio. Rozbiliśmy obóz, przy ogniu zjedliśmy resztkę strawy a że nuda nas morzyć zaczęła, słuchać się już wzajemnie nie mogliśmy, postanowiliśmy skorzystać z zaproszenia miejscowego kmiecia, co zapewniał nas, że jak przyjaciół ugości i jadła i napitku nie skąpiąc. W cieple przy piecu się wyśpimy, miast w szałasie dym wdychać i z nudów głupoty gadać. Przed zmrokiem wyruszyliśmy więc do zacnego kmiecia i tak wyprawa nasza, można powiedzieć że udana, zakończyła się.

By. Rzepka