!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01 Transitional//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/loose.dtd" ||SVART ORM|| - 2011 - kulinaria
Kulinaria 2011
29.01.2011
Gulasz Piwny i podpłomyki zrobiliśmy dnia 29 stycznia roku 2011. Na miejscu ogniskowym spotkali się o różnych porach przedpołudnia Rzepka, Sigrun, Leif, Bjorn i dwaj thrallowie Ryn oraz Hvalr.

Na dobry początek thrallowie solidnie narąbali drwa pod palenisko. Po wielu próbach udało się ustawić stos a nasz kochany Jarl użył magicznego pudełka i rozniecił wielki płomień. Ustawiono kociołek na trójnogu i można było przystąpić do pichcenia przysmaków.

Pierwszym etapem zajęły się Panie. Rozdrobniły dzielnie kapustę oraz warzywa. Piersi z kurczaka też pokroiły. Następnie Bjorn w swej odwadze wymieszał z przyprawami mięso i nasolił je słusznie. Kolejnym etapem było wrzucenie warzyw do gara i długie gotowanie.

W między czasie uczyliśmy się pod ojcowskim okiem Leifa jak krzesać płomień. Dowiedzieliśmy się czym ogień wzniecić, czego nam trzeba do tego zadania i jak to zrobić. Trudna to sztuka. Jako że Paniom też się nudziło w trakcie oczekiwania na strawę zajęły się zatem wypiekaniem podpłomyków.

Po godzinach palenia pod kociołkiem udało się ugotować warzywa. Był to znak do usmażenia części kury. Usmażone kawałeczki wrzuciliśmy do kociołka i chwilę odczekaliśmy by „doszło wszystko do siebie.” Podpłomyki do tego momentu już znikły w naszych brzuszkach razem z dżemem porzeczkowym oraz borówkami. Były przepyszne. Kto nie był, niech żałuje.

Wreszcie nastał czas degustacji gulaszu. Okazał się być fantastyczny a nie jak podejrzewałem, tylko dobry. Przy okazji dowiedzieliśmy się co to Bryja i jak często Słowianie jedli ją zimą. Deserem było spalenie pierwszej tarczy Bjorna. Hajcowała się pysznie.

Ostatnim i chyba nieplanowanym wydarzeniem było spotkanie przy herbacie w kuchni Leifa. Starszyzna prowadziła dysputy o historii i przyszłości drużyny. Powymieniali się także plotkami i ploteczkami a thrallowie sobie posłuchali co w trawie piszczy.

Ot i cała historia,
Sława!

Spisał: Hvalr

13.02.2011
Dnia 13 lutego, po raz kolejny zebraliśmy się w wężowej grupce, aby korzystając z gościnności chaszczy i krzaczorów znajdujących się nieopodal Leifa upichcić coś pysznego. Tym razem zebraliśmy się w składzie: Rzepka, Eyvind, Ansgar, Ingvar, Leif, Bjorn, Thorvald, Sigurd, a później dołączyła do nas Sigrun. Po dotarciu na miejsce naszym oczom ukazał się obraz wręcz apokaliptyczny. Mianowicie nasza stara, ciepła, miła i przytulna miejscówka została brutalnie wycięta i zniszczona. Nie zrażając się tym małym niepowodzeniem, przemieściliśmy się 50 metrów dalej i założyliśmy nowe, wspaniałe miejsce na ognisko.
Nie zwlekając zbytnio, zabraliśmy się więc do znoszenia drewna, rozpalania ogniska i krojenia, siekania, podsmażania i w końcu gotowania produktów niezbędnych do przygotowania pysznej zupy cebulowej. Tutaj kunsztem i talentem popisała się nasza droga Rzepka, która właściwie cały ciężar przygotowania posiłku wzięła na siebie. Jak się później okazało ze świetnym efektem, ponieważ wszystkim bardzo smakowało i garnek, nie taki wcale mały, bardzo szybko został opróżniony. Podczas całego spotkania jak zwykle towarzyszyły nam niewybredne tematy i żarty, mnóstwo śmiechu zarówno z Bjorna i jego zbyt małej ilości marchewek, jak i z niezapomnianych tekstów jarla np. „K**wa, ustawcie to teraz!”. Niektórzy z nas odebrali ubrania uszyte przez Rzepkę, bądź też dopiero je u Niej zamówili, nie można więc stwierdzić, że interes się nie kręci..
Mimo pięknej pogody, jaka nam towarzyszyła, dość szybko zaczął doskwierać nam chłód, więc gdy tylko napełniliśmy brzuchy, a Leif dokończył woskowanie tarczy, zebraliśmy wszystkie rzeczy, zgasiliśmy ognisko i nie omieszkaliśmy skorzystać z gościnności przywódcy drużyny. Dla każdego znalazła się szklanka herbaty, kawy, a również i czegoś mocniejszego, a co więcej dostaliśmy nawet po ciasteczku. Po dłuższej chwili rozmowy, ogrzaniu się i po zabłoceniu przedpokoju przez Thorvalda wszyscy ruszyliśmy w drogę powrotną do domów.

By. Sigurd