!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01 Transitional//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/loose.dtd" ||SVART ORM|| - 2011 - Drohiczyn 24-26.06.2011
„VI Zlot wojowników Słowian i Wikingów” - Drohiczyn 24-26.06.2011
Z końcem czerwca w dniu który powitał nas chmurami przyszedł czas aby Węże na Drohiczyn wyruszyły. Na wyprawę tę niezwykle licznie drużyna się zebrała, gdyż w liczbie siedemnastu osób, co wcześniej chyba jeszcze miejsca nie miało.

Wódz nasz Leif wraz ze swą Sigrun oraz Valgard, częściej Lutkiem zwany, przodem ruszyli aby miejsce na obozowisko dla drużyny wybrać. Pozostali zebrali się w warszawie niedaleko miejsca w, którym za rok igrzyska wielkie odbyć się mają. Gdy tylko wóz przyjechał, zaczęła się walka o miejsce aby do Drohiczyna dotrzeć. Na szczęście wszystkie, a przynajmniej prawie wszystkie Węże miejsca dla siebie zdobyły. I tak oto Thoreja, zwana Mrówą, Sigurd, Ingvar, Rzepa z Eyvindem swym złotowłosym, Fenris, Jaromira z Wolradem, Dalebora, Bjorn, Ansgar, Vestar i Ragnardwa w drogę ruszyli. Wraz z nimi Odna i Lundwar z drużyny Złotego Lisa w drogę się zabrali. Jedynie Thorvald dołączyć nie zdołał i czekać musiał nieco dłużej aby na miejsce dotrzeć, gdyż woźnica gdy zobaczył go machającego, jedynie tempo podróży zwiększył miast się zatrzymać.

Na miejscu mimo porannych zachmurzeń powitała nas ładna pogoda i piękny krajobraz Drohiczyna, z rzeką Bug i górą Zamkową w tle. Większość drużyny po podróży posiliła się słodkościami przeróżnymi, prócz Ansgara, który to nad słodkie przysmaki wolał zjeść kiełbasy porządny kawałek. Po rozbiciu obozowiska tradycyjnie nadszedł czas aby powitać przyjaciół z innych drużyn.

Gdy tylko nieco się zaaklimatyzowaliśmy większość drużyny ruszyła na pobliskie wzniesienie aby stamtąd spojrzeć na obozowisko i podziwiać Bug. W drodze nieśmiertelny Ragnardwa z Bjornem się założył iż za rok do walki stanie w szeregu wraz z pozostałymi wojami z drużyny. Dopiero krzyk Sigurda iż biesiada się rozpoczyna ściągnął nas z powrotem do obozowiska. A biesiada trzeba przyznać przednią była. Mięsiwa i jadła wszelakiego było pod dostatkiem. Podobnie jak i piwa, które to w dodatku wyśmienity było, gdyż Perkunasi nie mają widać w zwyczaju gości swych byle czym raczyć. W czasie biesiady uświadczyć mogliśmy opowieści bardów, którzy w szranki między sobą stanęli. Konkurs zaś zwyciężył pan Butrym swą opowieścią na temat fauny i flory pewnego bagna.

Gdy wszyscy brzuchy już napełnili nadeszła pora na teatr ognia, a po nim dalsze biesiadowanie przy ogniskach. Alkoholu i śpiewów nie brakło przez całą noc.

Nad ranem gdy już śniadanie zjedliśmy i składniki do dania na konkurs kulinarny wzięliśmy, niewiasty nasze za przygotowanie dania, Kulkami Czarnego Węża później nazwanym, się zajęły. Wojowie nasi okazję mieli zmierzyć się w konkursach przeróżnych z przedstawicielami innych drużyn. Zapasy, wielobój, rzut balem i walka drużynami pozwoliły im pokazać swe zdolności. Muzyki przez cały dzień nie brakło, gdyż wielu grajków tego dnia do Drohiczyna zjechało, a największe zainteresowanie wzbudził występ grupy zwanej Litwin Troll.

Wieczorem nadszedł czas na postrzyżyny Fenris, Eyvinda i Vestara. W drodze Mrówę naszą wspaniałą ziemia zaatakowała, lecz rana zbyt poważna nie była, gdyż uśmiechu z jej twarzy przegonić rady nie dała. Gdy już nowi drużynnicy otrzymali swój status oficjalnie powróciliśmy do obozowiska gdzie akurat zaczynały się obchody kupalnocki. Dziewczęta śpiewając wrzucały swe wianki do wody, a jeden z nich został wyłowiony przez pewnego woja. Niewiasta co prawda nieco młodsza była więc na dzień ów otrzymała jedynie całusa w policzek. Po obrzędach podobnie jak dnia poprzedniego mogliśmy obejrzeć teatr ognia, który robił naprawdę wielkie wrażenie. I tej nocy również nie zabrakło ani trunku, ani śpiewu. Ba nawet tańców nie zabrakło gdy Węże parkiet zdobyły. A Bjorna tak na taniec wzięło, że od ogniska do ogniska chodził wszystkich grajków namawiając do grania czegoś przy czym mógłby choćby się pobujać. Dopiero późną nocą, a raczej już rankiem większość do snu głowy złożyła i nie licząc jednego przybrudzonego przez Vestara posłania, w obozowisku nastała cisza i spokój.

Ostatni dzień minął na zwijaniu obozowiska i przygotowaniach do drogi. Bjorn w między czasie wygrał turniej łuczniczy zgarniając kolejny łuk do swej kolekcji trofeów.

W samej drodze powrotnej dobry humor bynajmniej nadal nas nie opuszczał. Szczególnie podczas gry w słówka w, której to próbowaliśmy zmusić Ingvara aby powiedział „rabarbar”, ten niestety jednak dzielnie się bronił.

By. Ansgar