!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01 Transitional//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/loose.dtd" ||SVART ORM|| - 2011 - Drohiczyn 24-26.06.2011
„Wyprawa Doliną Bugu” 03-04.12.2011
W południe dziewiątego dnia grudnia pod domem wodza drużyny Czarny Wąż, zebrało się czterech śmiałków co wyruszyć nad Bug w celach wędrówki rozpoznawczej zamiar mieli. Leif dowodzący wyprawą całą oraz dwóch drużynników Ansgar i Vestar, wraz z najemnikiem Wołodarem, szerzej panem Łysym zwanym. Czterech podróżników o niekoniecznie wielkiej urodzie ruszyło wozem Leifa ku domostwu jego dziadka, który to na ziemiach Zabużem zwanych osiadł. W drodze nie brakowało wesołych i ożywionych rozmów. Poruszano tematy przeżyć Leifa i Wołodara w czasie ostatniej służby we Flocie, padł też pomysł na zakupienie wielkiego białego plastikowego goryla w prezencie dla pewnego osobnika o skłonnościach do marudzenia wielkich. Oczywiście nie mogło też zabraknąć już wtedy kwestii polityki czy teologii, które również i później rozgrzewały niektóre głowy, szczególnie tych, którzy wraz z Flotą pływać mieli w zwyczaju.
Droga minęła nam bez przeszkód a do domostwa Leifowego dziadka dotarliśmy nieco po zmierzchu. Mimo iż wyruszać nam było trzeba nad ranem rozmowy toczyły się do dość późnych godzin. Pan Łysy nawet gołębia posłał do swej lubej gdy dowiedział się o niezbyt chwalebnej pracy pewnego osobnika o podobnież wysokim wykształceniu, którego zbyt wielkim przyjacielem nie był. Poruszono także temat pracy w jednej kopalni przez całkiem pokaźne grono znajomych wspólnych oraz samych uczestników wyprawy. Nie zabrakło również tematu kaloryferów i bojlerów czy też pryszcza na brodzie wodza. Natomiast spożyta wspólnie kutia wprowadziła niemalże świąteczny nastrój.
Przed wschodem słońca opuściliśmy wygodne domostwo aby wyruszyć w drogę. Ze względu na wymogi terenu wóz trzeba było pozostawić i ruszyć na własnych nogach. Pogoda była dla nas łagodna pozwalając skupić się na podziwianiu leśnych ostępów Zabuża. Dobry humor pozwalał na utrzymywanie rozmów nawet mimo momentami ciężkiego terenu, który to usłany był wieloma pagórkami, które pokonać musieliśmy. Padł nawet pomysł aby zręczne dłonie medyka naszego Wołodara stworzyły figurki upamiętniające uczestników tej wyprawy. Gdy dotarliśmy nad niewielki strumień bystre oczy Leifa wypatrzyły Zygmunta Krowiej Czaski, który to chętnie dołączył do wprawy naszej niesiony przez pana Łysego, z początku natknięty był na kij, lecz później przywiązany został do tobołków. Po dłuższym czasie dotarliśmy do nieco bardziej płaskiego terenu w pobliżu samej rzeki Bug. Ta trawiasta połać pustego terenu szczególnie wielki zachwyt w Vestarze wzbudziła, który to udowodnił iż nie tylko mieczem machać umie, lecz również i w marszach od reszty nie odstaje, a często nawet w przedzie pochodu niestrudzenie podążał. Gdy nad samą rzeką znaleźliśmy już miejsce gdzie prom przeprawiał się na drugą jej stronę urządziliśmy krótki postój aby ruszyć w drogę powrotną. Zmierzch zastał nas jeszcze nim dotarliśmy do domostwa zaprzyjaźnionego toteż obóz rozbiliśmy aby noc mimo, iż niezbyt już ciepłą, przeczekać. Leif zajął się rozstawieniem wiaty kiedy pozostali znosili drewno oraz igliwie na którym spać mieliśmy. Gdy ogień zapłonął Ansgar mięty zaparzył, wzmacniając ją nieco alkoholem. Następnie przygotowaniem strawy się zajął z pomocą Vestara, który warzywa kroił. Bulion złożony z suszonych grzybów, owych warzyw, suszonego mięsa oraz niezastąpionej kaszy zasmakowało wszystkim uczestnikom wyprawy, choć najlepszą przyprawą były zapewne przebyte kilometry i zwiększający się chłód. Późnym wieczorem powróciły rozmowy o polityce i religii na nowo rozgrzewając nieco atmosferę. Z ust Wodza padło nawet stwierdzenie, które wzbudziło dość sporo śmiechu, „Odwal się od pierogów! NAZISTO!!!”. Gdyż jak się okazało Leif zawsze bronił będzie Kobiety swej, Ojczyzny oraz Pierogów. Noc minęła spokojnie i jak na tę porę roku dość sucho, gdyż deszcz kropił jedynie przez chwilę .
Obozowisko zebraliśmy przed świtem, gdy dotarliśmy do domu przy którym wóz pozostawiliśmy zebraliśmy się aby do domów wrócić.


By. Ansgar