!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01 Transitional//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/loose.dtd" ||SVART ORM|| - 2010 - Wyprawa Zimowa 13-14.02.2010r.
"Wyprawa Zimowa 13-14.02.2010r."


zdjecia


Kolejny raz drużyna Ulfbjornsfelag zorganizowała zimowy przemarsz, na który tradycyjnie dostaliśmy zaproszenie. Zapowiedź wspaniałej przygody w doborowym towarzystwie zachęciła mnie do udziału w tym projekcie, który później przyjął roboczą nazwę: "Projekt Jurta 2010.". W piątkowy wieczór wyruszyłem, jako samotny Wąż w stronę Skierniewic. Wespół z Łysym z Ulfhirdu dotarliśmy za pośrednictwem kolei na dobrze nam wszystkim znaną rampę. Tam zostaliśmy ciepło przywitani i ugoszczeni zgodnie z tradycją Wilkodźwiedzi. Na pogawędkach i śmiechu minął nam wieczór, spać poszliśmy prędko, aby dnia następnego o brzasku wstać w pełni sił i ruszyć w zaśnieżone lasy. Tak też się stało, ruszyliśmy do Karolinowa gdzie czekał na nas pierwszy etap trasy. Celem było dotarcie przez las do domu Ingwara gdzie zarządził zbiórkę i skąd właściwa wyprawa miała ruszyć. Warunki pogodowe były znośne. Pokrywa śnieżna średnio sięgała do połowy łydki, lecz miejscami o wiele wyżej. Temperatura niestety oscylowała koło +1 stopnia Celsjusza, mokry śnieg utrudniał wędrówkę. Wędrowcy głęboko zapadali się w ciężkiej, mokrej pokrywie, kilka osób naprawdę mocno się zamoczyło. Gospodarze zabrali ze sobą rekonstrukcje sanek z Opola. Ponieważ sanki te są bardzo niskie znacznie utrudniały marsz, zagłębiając się w śniegu stawiały bardzo duży opór podczas ciągnięcia. Nie nadają się na trasę o grubej warstwie świerzego śniegu, zapewne jednak doskonale spisałyby się na ubitej oblodzonej powierzchni, co mam nadzieje sprawdzić w najbliższej przyszłości. Po dotarciu do Ingwara rozplanowaliśmy dalszą podróż. Ruszyliśmy więc zataczając niewielkie półkole w pobliżu domostw wsi Karolinów. Bierzyliśmy w śniegu poprzez sosnowe zagajniki, świerkowe podrosty oraz ols, w którym to znaleźliśmy idealne miejsce na rozstawienie naszego obozu. W zacisznym zagłębieniu terenu pod łukowato wygiętymi gałęziami rozbiliśmy nasz obóz. Wokoło pełno było zdatnego do palenia suchego drewna. Część z nas zajęła się rozbijaniem Jurty. Rozkładając płachtę na półkolistym stelażu z gałęzi powstała świetnie chroniąca przed wiatrem, śniegiem i wychłodzeniem kryjówka. Gdy jedni odśnieżali, ja zająłem się przygotowywaniem drewna na opał. Bardzo dobrze spisał się mój toporek, który użytkowany przez całą noc ani razu nie zawiódł i nadal ostry wrócił ze mną z podróży. Cały obóz gotowy był przed południem i wtedy to nadszedł czas na rozmowy, wspomnienia, żarty i posiłek. Chłodniejszy wieczór sprawił, że 3 z pośród 10 osób wróciły do Skierniewic, przemoczenie i brak odpowiedniego przygotowania dał im siwe znaki. Wieczór i noc przyniosły ze sobą czas wartowania, podzieliliśmy się na 3 grupy wartowników i pilnowaliśmy ognia oraz bezpieczeństwa, podczas gdy reszta spała. Tej nocy Ols rozbrzmiewał dziesiątki razy głośnym śmiechem, świetnie czując się w swym towarzystwie przetrwaliśmy chłodną acz spokojna noc. Nad ranem zaczął prószyć śnieg oraz delikatnie powiewał wiatr, zwiększało to odczucie zimna. Około godziny 9.00 zebraliśmy obozowisko i wyruszyliśmy w stronę domostwa Ingwara, aby tam pożegnać się z nim i wyruszyć w ostatni etap naszej podróży do Rampheimu poprzez zaśnieżone lasy Karolińskich posiadłości..

Podsumowując wyprawa była bardzo udana, podkreśliła braki w przygotowaniu każdego z nas. W skład mojego ekwipunku wchodziło:

- koszula lniana
- spodnie wełniane
- owijacze wełniane i krajki
- tunika wełniana
- tunika skórzana
- kaptur filcowy i skórzany
- pasek
- kaletka, nóż, krzesiwo, hubka i rozpałka
- buty niskie
- skarpety wełniane
- rękawiczki wełniane
- legowisko (koc, baranica, płaszcz)
- 2 bukłaki (0,5; każdy)
- torba podręczna na ramie.
- zapasowa tunika oraz wełniany śpiwór okazały się zbędne


Prowiant:

- woda 1 l
- 1 chleb
- 1 kawałek kiełbasy
- 6 jajek na twardo
- orzechy, mięso, podpłomyki - poczęstunek od pozostałych.

Niskie buty po raz kolejny okazały się świetnym rozwiązaniem, trzeba jednak pamiętać o ich solidnej impregnacji przed wymarszem oraz o wełnianych owijaczach. Również zastosowanie przewieszonych na rzemieniach przez ramie części ekwipunku zamiast plecaka sprawdziło się świetnie. Skórzana tunika idealnie chroniła przed roztapiającym się śniegiem oraz lekkim wiatrem. Po raz kolejny nie wykorzystałem dodatkowych warstw ubrania zapasowego oraz śpiwora wełnianego podczas snu.

Tego typu projekty najeżą do najbardziej rozwojowych części naszego odtwórstwa, pozwalają sprawdzić nam siebie samych oraz sprzęt, który posiadamy. Zachęcam wszystkich do czynnego udziału w tych przedsięwzięciach, bo naprawdę wiele uczą.

Pozdrawiam

By Leif