!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01 Transitional//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/loose.dtd" ||SVART ORM|| - 2010 - Festiwal Słowian i Wikingów - Wolin 2010
Dzieje wyprawy na Wolin,
spisane przez Sigrun :)
Na tegoroczny Festiwal i Warsztaty Archeologii Eksperymentalnej na Wolinie zamierzała się wybrać rekordowa liczba Czarnych Węży i Nawężyków (16!) Część zmierzała tam wikińskimi łodziami wraz z Flotą Jarmeryka, część pociągami czy innymi dzisiejszymi środkami lokomocji.
Dnia 30.07 z Warszawy wyruszyła ekipa pod przywództwem pani Mrówy. Wyprawę poprzedzała pełna przygód podróż z ekwipunkiem przez pół Warszawy (trzymetrowa włócznia i tym podobne drobiazgi : ) której bohaterami byliśmy ja i pan Sigurd - chorąży drużyny oraz różni podchmieleni panowie z autobusu i zaciekawione dzieciaki w metrze. Mimo nietypowych warunków jakie stwarzał niezbędny sprzęt dotarliśmy bez przeszkód na Żoliborz, a stamtąd dnia następnego na Dworzec Wschodni korzystając z dobrodziejstw pojazdu taty Sigurda. Później dołączyli do nas Ansgar i Thoreja. Czekając razem na podstawienie naszego pociągu zaczęliśmy żywić obawę że tłumy gawiedzi stojące wraz z nami na hali ( bez dwóch zdań wyglądające na Woodstockowiczów) czekają na ten sam pociąg co my i się nie zmieścimy. Na szczęście jednak tłumy te pojechały osobnym pociągiem, my zaś bez problemów zajęliśmy przedział. Na Dworcu Zachodnim dołączyły do nas Jaromira i Dalebora. Droga na daleki Wolin, jakkolwiek zdawać się może długa, minęła nam całkiem szybko. O tym że również wesoło wspominać chyba nie trzeba :D Przez większość czasu część z nas (w pociągu, a jakże! ) kończyła szyć/naprawiać swoje historyczne stroje. Godziny spędzone w pociągu pozwoliły nam poznać się bliżej, jak również wymienić doświadczeniami i jedynymi w swoim rodzaju absurdalnymi żartami i "pomysłami na siebie" : (tam to powstały pomysły orderu na tyłku dla Mistrza Ciętej Riposty i parę innych nieśmiertelnych pojęć m. In. Drużyna tęgiej najebki). Pociąg Warszawa - Wolin oczywiście miał opóźnienie co zaowocowało absurdalnym obrotem spraw. No ale to polskie pociągi, co się dziwić_ ;) Kiedy już załadowaliśmy się do pociągu w kierunku miasta Wolin okazało się że to ten sam który odjechał wcześniej więc, stwierdziliśmy że lepiej nie wnikać. Zajmowaliśmy CAŁE przejście, jednak przechodzący slalomem między nami i bagażami konduktorzy okazali się wyrozumiali. Jeden spytał nawet czy wracamy z... Woodstocku. W skansenie byliśmy późnym popołudniem. Pogoda była słoneczna a atmosfera Warsztatów przyjazna i oddająca charakter epoki. Ansgar i Sigurd zamieszkali do czasu przyjazdu naszego drużynowego namiotu w namiocie ekipy z Radomia, natomiast ja i Thoreja skorzystałyśmy z gościnności Floty i spałyśmy w chacie.
Przez pierwsze dni warsztatów za dnia było cicho i spokojnie. Dalebora i Jaromira szyły sobie nowe sukienki, ja ozdabiałam haftem mój strój, Thoreja zaś obsypywana była przez panów z Floty prośbami o naprawienie podziurawionych ciuchów. Wraz z Wężami-Żeglarzami (Leif, Bjorn, Ingwar, Valgard, Vandil i najemnik pan Kiwi) pływaliśmy też pod wodzą Leifa na drugi brzeg Dziwnej po zakupy, jak również na przejażdżki w stronę Zalewu. Pod koniec Warsztatów zawitała na Wolin reszta Węży (Fenris, Wolrad, Rzepka i Eyvind). Codziennie wieczorami biesiadowaliśmy na wieży bądź przy ogniskach w towarzystwie zaprzyjaźnionych drużyn oraz Floty. Dnia 5.08 odbyły się postrzyżyny Sigrun, Rzepichy i Ingwara. Tego dnia również Valgard zwany Lutkiem został starszym drużynnikiem. Wspólnie zasiedliśmy całą drużyną przy ogniu, wznosząc toasty zacnym miodem i pijąc wprost z nowego wężowego rogu. Podczas jednej z biesiad każdy z nas otrzymał nowe skrócone na zamorską, amerykańską modłę imię (Jarra, Dolly, Ceasar i cała reszta :P ) Zabawa co wieczór była przednia, no bo jakże by inaczej w tak zacnym gronie? Im bliżej było do Festiwalu tym bardziej skansen ożywał. Przybyło wielu znamienitych rzemieślników ze swoimi kramami, liczni wojownicy oraz kilka wikińskich łodzi. Całymi dniami można było oglądać i kupować piękne wyroby złotników, tkaczek, rzeźbiarzy... Sam Festiwal uświetniały liczne występy muzyczne (bynajmniej nie te zza rzeki!) i taneczne, bitwy Słowian i Wikingów, przemarsz, oraz przejażdżki pięknymi łodziami. Ostatnie dwa dni festiwalowe spędziliśmy niestety omijając błoto i kałuże, gdyż Nieba nie oszczędziły nam ulewnych deszczy. Po festiwalu większość Węży i ich przyjaciół wyruszyła w stronę Warszawy. Jarl nasz został jeszcze kolejne 2 tygodnie w skansenie prowadzić badania, ja zaś następnego dnia w towarzystwie ekipy z Kaliningradu wyruszyłam na pociąg do Gdańska. Okazało się że istnieje w rozkładzie ale w rzeczywistości nie, więc też było ciekawie... Był to mój pierwszy letni Wolin, tak więc nie mam porównania z zeszłoroczną chociażby imprezą. Uważam jednak wyjazd za udany. Można podzielić się swoimi umiejętnościami oraz skorzystać z wiedzy innych, spędzić miło czas z przyjaciółmi przy ogniu i dobrym napitku oraz nie raz uciekając przed deszczem, okopując namiot czy zakrywając się kolejnymi warstwami odzieży poczuć się jak ludzie sprzed 1000 lat.