!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01 Transitional//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/loose.dtd" ||SVART ORM|| - 2010 - Wilczy Trop II - Kalwaria Pacławska
Wilczy Trop II - Kalwaria Pacławska
No tak...Zacznijmy od początku: zebraliśmy się z dziewczynami o świcie w grodzie rodzinnym Radomiem zwanym w wyznaczonym punkcie - słynnym na kraj targowisku zaopatrującym podróżnych w żywność - LIDLem. Kilka minut przed godziną siódmą przyleciał na czerwonym smoku zbrojny Piłaś wraz ze swym giermkiem Andriejem. Bestia ta wlepiła w nas swe wielkie świecące ślepia i warczała, ale nie wykonywała żadnych ruchów. Chwilę potem Piłaś dał znak: wsiadajcie. Niepewnie, acz sprawnie załadowaliśmy rzeczy na smoka i polecieliśmy ku przeznaczeniu. Lot trwał ponad 6 godzin, częściowo przez grabieżczy atak błękitnych zbójcerzy którym nie spodobała się prędkość przelotowa smoka, co było pretekstem do napadu. Wreszcie - Kalwaria - dotarliśmy na miejsce. Smok jednak przestraszony ilością zbrojnych wylądował u podnóża wzgórza. Załadowaliśmy ekwipunek na plecy i ruszyliśmy oświetleni gorącym spojrzeniem Swaroga ku szczytowi wzgórza. Po długim, męczącym marszu stanęliśmy przed bramą grodu. -Ktoście wy? - zapytał wartownik.

-Przybywa Czarny Wąż z Warszawy; Otwórzcie bramy! - odrzekłem mocnym, doniosłym głosem. Brama huknęła o ziemię, a my raźnym krokiem wmaszerowaliśmy do środka. - Kto to dowodzi!? - zawołałem. Podszedł do nas kniaź i wskazał miejsce, gdzie rozbiliśmy swój namiot. Byliśmy ostatnimi, którzy przybyli, toteż nasz namiot zajął ostatnie wolne miejsce w kręgu wokół świętego ognia. Tylko zatrzasnęły się za nami brami, ledwie rzeczy na ziemię rzuciliśmy, gdy ciszę rozciął krzyk: - Alarm! Psubraty szturmują! - W obozie wybuchła panika, niewiasty piszczały, dzieci płakały, starcy złorzeczyli, zaś thralle, nazywani tam trutniami, pomagali mężom zbrojnym przyodziać ekwipunek. Wrogowie przedarli się przez umocnienia tuż koło naszego miejsca obozowania. Jaromira z Daleborą zamarły, ja zaś ścisnąłem mocniej dłoń na trzonku młota którym właśnie wbijałem kołki do namiotu, oczekując, że tak oto dokonam swego żywota - z bronią w ręku. Na moje szczęście jednak wrogowi udało się tylko przerwać umocnienia i paść martwymi u stóp naszych wojów. Wszyscy odetchnęli z ulgą, a życie w obozie wróciło do normy. Rozbiliśmy namiot. Później Wężowe Kobiety udały się do kuchni, a ja rozkazałem trutniom naprawić tą cholerną dziurę w umocnieniach. Mimo, że byli zaskoczeni poleceniami nowo przybyłego rzucili się bez słowa do wykonywania swych obowiązków. Zobaczywszy to kniaź uśmiechnął się i rzekł do siebie - wreszcie ktoś z głową na karku - po czym skierował mnie na zarządcę bramy i obserwatora. Nastąpiły tego dnia jeszcze trzy ataki, dwa pierwsze były niegroźne, lecz podczas trzeciego zdębiałem - najeźdźcy oderwali ścianę od bramy - nie jej zwodzoną część - tylko ścianę! Lecz i ten atak odparliśmy.Co ciekawe, zauważyłem, że zawsze, godzinę po walkach maszerowały widma w stronę obozu najeźdźców. Zapadł zmrok a kniaź wystawił warty. Dostała mi się czwarta zmiana. Gdy w środku nocy obudzili mnie, wzułem buty i udałem się w mrok. Cichutko krążyłem wokół obozu nasłuchując wroga. Po godzinie udałem się ku bramie, po czym wzmocniony napitkiem położyłem się spać. I tak minął dzień pierwszy...

O świcie obudził nas przeszywający dźwięk gwizdka, wieszczący rozpoczęcie kolejnego dnia w obozie. Sytuacja była bez zmian - Dziewczyny w kuchni, ja - na bramie i ataki przerywające spokój. Wężowe Dziewczyny wymyśliły nową potrawę, która podbiła serca obozowiczów. Nazwały ją "pedigryfy" - w smaku wyjątkowe i szybko zaspokajające głód. W nocy zaś wraz z drużyną Fortisów z Białej poszliśmy ku lokalnej karczmie po trunki. Niestety! Woje wszystek zapas opróżnili. Złorzecząc na los udaliśmy się w stronę obozu. Drogę oświetlały nam świetliki. I zakończył się dzień drugi.

Trzeciego dnia z samego rana udaliśmy się z wojem Piłasiem i mężnym giermkiem Andriejem ku ich czerwonemu smokowi. Osiodłaliśmy bestię i polecieliśmy ku grodowi Radomiem zwanym. Co zaś się tyczy malunków, wysłałem wici do artystów o zrobienie specjalnie dla naszej drużyny kopii, gdyż Jaromira zapomniała swych tabliczek i rylców.

To, co widziałem, to Wam, przyjaciele, własną ręką spisałem, w szczegóły się zagłębiając i wydarzeń nie pomijając.

Wolrad z Czarnego Węża