!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01 Transitional//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/loose.dtd" ||SVART ORM|| - 2010 - Vetrablot 15-17.10.2010
Vetrablot 15-17.10.2010
Chyba najbardziej oczekiwany wyjazd roku, przynajmniej dla niektórych, odbył się w słoneczny aczkolwiek mroźny październikowy weekend. Mimo, iż niektóre Węże z różnych przyczyn nie mogły przybyć na obchody ku czci przodków, święto udało się wielce zacnie.
Ansgar wraz z Olafem z Perkunasów dotarli wpierw do siedziby Ulfsbjornsfelagu skąd wraz z gospodarzami ruszyli na miejsce gdzie niebawem powstać miało obozowisko. Już samo miejsce wybrane na przeprowadzenie obrzędów i zabaw wywoływało bardzo pozytywne wrażenie. Polana lasem otoczona, staw i wysepka z pojedynczym drzewem. Leif wódz nasz niedługo przybył wraz z Bjornem, Sigurdem i Vandilem. Po chwilach paru namioty zaczęły zapełniać polanę w czasie gdy Gunnar i Czesław poszli latrynę szykować. Z owej z początku niektórzy mieli pewne obawy korzystać, lecz jak się okazało była ona dość funkcjonalna. Po rozbiciu obozowiska jak to zwykle bywa przyszedł czas aby zasiąść przy wspólnym ognisku. Mimo, iż pierwszy wieczór był dość spokojny nie brakowało bynajmniej śmiechów czy dyskusji na nieco poważniejsze tematy. Członkowie floty opowiadali o swym althingu i wyczynach pana Kaszy, który niestety tym razem nie przybył świętować z nami. Z panem Kuleczką wymyślaliśmy zmieniane nazwy różnych rzeczy na nieco bardziej "kuliste" przez co powstały pomysły takie jak Kulofanty, Miodowe Kule, Świat Według Kuleczki, Kulżacy i wiele innych. Następnie Ingwar z Ulfsbjornów poruszył problematykę walki w ruchu odtwórczym oraz to jak można by uniknąć niektórych wypadków przydarzających się w jej czasie. Na koniec w trakcie kawałów poruszony został temat sposobu rozmnażania się wśród cyganów. W międzyczasie niektórzy chwalili się swymi wyrobami alkoholowymi i spożywczymi.
W sobotę, zaczęli zjeżdżać kolejni uczestnicy obrzędów. Przybyli do nas Złote Lisy wraz ze Swętami, Ulf Ragnarson Hird oraz Eisen Routh. Po pysznej jajecznicy na śniadanie przeprowadzono poszukiwania miodu zakopanego rok wcześniej przez Ingwara. Następnie odbył się konkurs rzutu łyżką do celu w którym zwyciężyła Lesza, a nagroda miała być jej wręczona podczas wieczornej uczty, gdyż wiązała się z nią pewna historia. Konkurencja ta wzbudziła tak duże zainteresowanie również wśród przedstawicieli tej brzydszej płci, że została ona przeprowadzona również dla mężczyzn. A zwycięzcą został Vandil po bardzo wyrównanym pojedynku z Bjornem. Odbył się również teatrzyk kukiełek przeprowadzony przez Vandila i Mustakrakisha szerzej znanego jako Kretyn. Sztuka przez nich przedstawiona dotyczyła walki między żydofretką Moszem a Nazi-lisem. Kolejną konkurencją był bieg z kuflem przez tor przeszkód. I tutaj ponownie Vandil odniósł zwycięstwo, dodatkowo pojawiła się przypadkiem dodatkowa konkurencja a dokładnie bieg na "wierzchowcu" gdzie Bjorn z Kaczorem odnieśli zwycięstwo nad Willowem i Jorunn. Niebawem dołączyli do nas ostatni spóźnialscy a mianowicie Sigrun, Dalebora zwana Dolly, Jaromira oraz Wolrad. Gniewomira, Niemira i Jorunn z Ulfsbjornów dbały o podniebienia i brzuchy uczestników szykując pyszną strawę, a kucharzeniu ich towarzyszyły wesołe przyśpiewki takie jak "Monte dziecka czas" czy pieśń przez Niemirę i Vandila stworzona:

"Żurek, Żurek, Żurek.

Włóż se w dupę ogórek.

I czapkę i sandały.

Ogórek, ogórek wszedł cały."

Bjorn udowodnił po raz kolejny swą celność wygrywając turniej łuczniczy, po którym zostało jeszcze trochę czasu na luźne pogawędki, spacery i trening nim miały zacząć się obrzędy.

Gdy nadszedł wieczór ruszyliśmy wszyscy na wyspę aby uczestniczyć w obrzędach Vetrablot. Wszyscy zebrali się w kręgu, w którego centrum stanął prowadzący ceremonię. Gniewomira wraz z Jorunn zapaliły pochodnie. Ingwar opowiedział o tradycji wikińskiego święta przodków. Następnie wezwał Odyna i Freje aby złożyć im w ofierze miód sycony i prosić o błogosławieństwo bogów dla zebranych. Róg z miodem okrążył zebranych a każdy po upiciu odrobiny trunku przedstawił się zebranym. Na koniec Lesza podpaliła pochodnię od ognia wikingów i poprowadziła nas ku przygotowanemu ołtarzowi, przy którym miały odbyć się obrzędy dziadów. Ponownie utworzyliśmy krąg a róg z miodem i chleb okrążyły zebranych, każdy mógł także podzielić się chlebem z duchami przodków składając go w świętym ogniu. Pod koniec wezwano zapomniane duchy, którym żerca Lesza dała żywego ognia, ziaren maku o kawałek chleba aby mogły odejść do Nawii, później ofiarowała Welesowi jajko kraszone aby uzyskać błogosławieństwo dla wszystkich zebranych.

Gdy obrzędy dobiegły końca Węże ponownie zebrały się na wyspie aby przy niewielkim ognisku przeprowadzić postrzyżyny pięciu osób. Były to pierwsze postrzyżyny prowadzone w tym niezwykłym miejscu, w dodatku w noc gdy według wierzeń wikingów i słowian duchy przodków były najbliżej nas. Leif wrzucając po kosmyku włosów przyjął na drużynników Ansgara, Daleborę, Jaromirę, Wolrada i Sigurda. Każdemu z nich dając dobre słowo na powitanie gdy przestali być thrallami i uzyskali pełnię praw i obowiązków. Bjorn natomiast każdemu na powitanie wręczył pyszne ciastko.

Po obrzędach nastąpił czas zabawy i libacji w czasie których wznoszone były toasty. Zwycięscy konkurencji otrzymali swe nagrody, poznaliśmy także historię Zbyszka, drewnianego członka, nazwanego tak ku upamiętnieniu pewnej rozmowy między Ingwarem i Fiolnirem na tegorocznym wolinie gdy ten drugi z nich ujawnił, że tak mówi do swego "przyjaciela". Nie zabrakło oczywiście śpiewów, kawałów i wielu śmiesznych konkurencji za, które otrzymać można było piwo. Leif przewodził śpiewaniu "Bana Song", który stał się niemalże nieodłączną częścią wielu biesiad, Kretyn zapoznał nas ze swą interpretacją "Morskich Opowieści" a Bjorn zatańczył przy rurze, która tyczką podtrzymującą wiatę była.

Ranek kolejnego dnia przywitał nas szronem, większość jak to zwykle po biesiadach bywa stoczyła poranną walkę z kacem. Jednak rzeczy te nie popsuły dobrych humorów, które towarzyszyły nam aż do momentu gdy przyszło ruszyć w drogę powrotną ku domowi.

By Ansgar