!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01 Transitional//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/loose.dtd" ||SVART ORM|| - 2010 - Ostara 19-21.03.2010r
Ostara 19-21.03.2010r
zdjecia


W tym roku wybraliśmy się na Ostarę w charakterze współorganizatorów tejże imprezy. Wyjechaliśmy z Dworca wschodniego z godzinnym niemal opóźnieniem w czwartkową noc. W składzie: Leif, Lutek, Kaczor, Sigrun i Rzepka ruszyliśmy na Wolin. Podróż była długa jednak umililiśmy ją poprze żarty i rozmowy a jechało z nami wiele zacnych osób. Z nastaniem świtu zbliżać się zaczęliśmy do celu, aby koło 8.00 Wysiąść w Międzyzdrojach. Część za pomocą taksówki ruszyła bezpośrednio do skansenu, ja natomiast załatwiając sprawy w Wolińskim PN dotarłem z Sigrun nieco później. Od samego początku panował spory rozgardiasz, zabraliśmy się, więc do pracy. Moim zadaniem była koordynacja warsztatów historycznych odbywających się w czasie imprezy. Począłem, więc czynić spis. Jednak wiele zaplanowanych pozycji nie odbyło się a to z powodu nie przygotowania przez osoby zań odpowiedzialne lub po prostu z powodu złej pogody czy braku środków. Mimo to powstał spójny harmonogram. Jak się później okazało wiele osób nie przyjechało nie informując nas nawet o tym. Piątek mijał leniwie na integracji, rozmowach i warsztatach. Nasze dziewczęta w miarę potrzeby pomagały w kuchni zaś Lutek i Kaczor przy niektórych z rzemiosł. Problemem okazało się przygotowanie dużej ilości jedzenia dla wszystkich uczestników, więc prace w kuchni trwały nieprzerwanie. Z nadejściem wieczora zgromadziliśmy drewno i zamkniętym drużynowym gronie pod strzechą chaty i w świetle ogniska wspominaliśmy minione czasy i przygody, jakie dane nam było przeżyć. Bardzo miło spędziliśmy ten wieczór we wspólnym gronie, później jednak niektórzy udali się w odwiedziny do innych chat zaś cały dzień zwieńczyło wspólne ognisko.

Dnia następnego wstałem wcześnie rano, obudziwszy drużynę zaczęliśmy jeść pożywne i ciepłe śniadanie. Noc była chłodna jednak ciepło płonącego ognia oraz wełniane ciuchy chroniły nas przed niesprzyjającymi jej warunkami. Wypoczęci zaczęliśmy krzątać się wokół naszego obejścia poczym ruszyli do skansenu. Dzień fauny obfitował w różne warsztaty jednak był deszczowy i chłodny. Większość uczestników chroniła się w cieple swoich chat nie wyściubiając z nich nosa. Niektórzy nosili jeszcze piętno wczorajszego dnia leniwie snując się po skansenie. Piętno dnia wczorajszego dopadło również wędzone mięso, niedopilnowanie i nieumiejętnie wędzone w zbyt wysokiej temperaturze spaliło się z zewnątrz na węgiel. Nie powiódł się również eksperyment z chlebem robionym na bazie żołędzi, który poprzez złe ługowanie jeszcze w fasie "mąki" był do wyrzucenia. Ciekawym punktem programu były warsztaty z połowu ryb gdzie zarzucone zostały wiklinowe pułapki na dno kanału okrążającego wyspę. Niestety nie udało się złowić ryb. Tego samego dnia odbyła się prowadzona przeze mnie prelekcja dotycząca lasu i jego dobrodziejstw. Wydłużyła się nieco bardziej niż sądziłem jednak sądząc po komentarzach zainteresowanych podobała się. Zaraz po wykładzie ruszyliśmy na obrządek który przygotować pomogli Lutek i Kaczor zaś dziewczęta zajęły się rekwizytami. Wśród strug deszczu oraz ciemności nocy wędrowaliśmy oświecani blaskiem migocących płomieni między chatami by pod koniec uroczyście wzniecić ogień na placu wewnętrznym.

Biesiada, która odbyła się zaraz po obrzędzie pod wiatą nieopodal kuchni trwała dosyć krótko. Większość osób odstraszona wiatrem słotą i ciemnością zalegającą pod zadaszeniem udała się do własnych chat, aby tam w mniejszym gronie oddać się zabawie. Tak też i my zrobiliśmy. Razem z Kozłami Thora biesiadowaliśmy pod własną strzechą a zabawa była wyśmienita. Śpiewu i wspomnień nie zabrakło a i napitku zostało.

Niedzielny poranek przywitał nas słoneczną pogodą, uczestnicy zaczęli się pakować i wyjeżdżać. Po godzinie 12 już tylko organizatorzy zostali w skansenie. Wtedy też zaczęło się wielkie sprzątanie. W międzyczasie Lutek z Panem Kaszą ugotowali strawę z pozostałych półproduktów. Pociąg, którym mieliśmy wrócić miał przyjechać po 20.20 więc do tego czasu odpoczywaliśmy, spacerowaliśmy i wybraliśmy się do pizzerii. Długa i męcząca podróż minęła na przerywanym i niespokojnym śnie, lecz bezpiecznie.

Impreza była udana, szczególnie cenna z powodu chwil, które drużyna mogła spędzić razem w tak historycznym miejscu. Dziękuje wszystkim za świetną zabawę i integracje, oraz masę uśmiechu. Na pewno jeszcze długo w naszej pamięci pozostaną takie hasła jak "Końtrol", "Koń Rafał", "Dudy proszę"

By Leif