!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01 Transitional//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/loose.dtd" ||SVART ORM|| - 2010 - Zimowa Wyprawa - Kresy 29-31.01.2010
Zimowa Wyprawa - Kresy 29-31.01.2010


zdjecia


Wyprawa na kresy w zimową porę miała z założenia sprawdzić nasz sprzęt w trudnych warunkach terenowych oraz nasze możliwości poradzenia sobie w tych warunkach bez współczesnych udogodnień.

Wyruszyliśmy z Warszawy pociągiem do Hełma w 4 osoby. Organizatorem wędrówki był Włodar - Łysy, po którego rodzinnych stronach przyszło nam wędrować. Po dotarciu na miejsce rozlokowaliśmy się na działce, z której dnia następnego wyruszyliśmy w marsz. W skład naszej ekipy wchodziły dwie kobiety: Kaśka i Gudrun, oraz Mężczyźni: Włodar i Leif. Towarzyszył nam również kamerzysta i fotograf nieuczestniczący w rekonstrukcji.

Do mojego ekwipunku należało:
- spodnie wełniane
- owijacze wełniane i krajki
- wełniane skarpety
- buty niskie
- koszula lniana
- tunika wełniana
- tunika skórzana
- rękawiczki wełniane
- kaptur skórzany z filcowym podszyciem
- kaletki, pasek, nóż, krzesiwo, hubka, suche wióry
- 2 bukłaki o pojemności 0, 5 lita każdy
- topór
- tobołki zawierające: płaszcz, koc, śpiwór i zapasową tunikę oraz baranicę.


Wyruszyliśmy dnia 30 stycznia o godzinie 10.00. Do przejścia mieliśmy trasę ok. 15 kilometrową. W trakcie wędrówki przemierzaliśmy urokliwe zakątki sobiborskiego parku krajobrazowego. Większość trasy wiodła przez zasypane śniegiem szlaki leśne, w niektórych momentach na otwartej przestrzeni przyszło nam przedzierać się przez śnieg do kolan, zdarzały się jednak również fragmenty ubite przez pojazdy leśne.

Podczas podróży zatrzymywaliśmy się dosyć często na krótkie odpoczynki w celu nabrania sił, odciążenia ramion i napicia się wody. Warunki były ciężki tym bardziej, że musieliśmy utrzymać stałe dość szybkie tempo marszu, aby przed nocą ukończyć zaplanowaną trasę i zdążyć rozstawić obozowisko. Głęboki śnieg dawał się we znaki szczególnie dziewczętom. Zorganizowaliśmy dłuższy odpoczynek w połowie trasy w cieniu powykręcanych strumieniem czasu i surowością siedliska sosen. W Cieniu dziadów zrzuciliśmy z siebie toboły i posililiśmy się suszonymi owocami, mięsiwem i pieczywem, które zabraliśmy ze sobą.

Szlak bogaty w uroki przyrody obnażył przed nami kilkakrotnie piękno mknących pośród śniegu saren, również kruk bacznie obserwował nas podczas zmagań ze śniegiem. Mijając jeziora czuliśmy bijący od nich chłodny wiatr, lecz nie przeszkodziło nam to w zachwyceniu się pięknem tych miejsc.

Gdy dzień chylił się ku końcowi a nasz szlak dobiegał końca postanowiliśmy wyszukać miejsce noclegu. Oddaliliśmy się od otwartych terenów wchodząc w głąb boru. Znaleźliśmy miejsce obok wykrotu, który stał się naturalnym ekranem odbijającym ciepło naszego ogniska. Prędko zajęliśmy się odśnieżaniem terenu przygotowanego pod filcowy namiot oraz ognisko. Ja zająłem się rozpalaniem ognia. Duża pokrywa śnieżna oraz brak suchego drewna utrudniały to zadanie. Za pomocą krzesiwa i przepalonego lnu przeniosłem iskrę na przygotowane gniazdko z pałki wodnej. Po kilku nieudanych próbach ogień nieśmiało błysnął przed naszym obozem napawając nasze oczy nadzieją i szczęściem. Podsycając go wznieciliśmy porządny zdolny ogrzać nas płomień.

W nocy wystawialiśmy warty, namiot mieścił 4 śpiące osoby, jedna czuwała nad ogniem i bezpieczeństwem pozostałych (w rzeczywistości większość czasu przynajmniej 2 osoby nie spały) Susząc buty oraz skarpety zjedliśmy ciepłą trawę z soczewicy przygotowaną na ognisku. Noc dłużyła się a zmęczenie dawało we znaki. Temperatura w nocy nie spadała poniżej - 2 stopni. Rankiem po godzinie 4.00 spakowaliśmy nasz obóz i wyruszyliśmy do punktu wyjścia skąd mieliśmy wyruszyć na pociąg do Hełma.

Zacna to była przygoda i ludzie wspaniali. Problemem dla mnie okazała się zbyt duża ilość ekwipunku (zbędny śpiwór i tunika, których nie wykorzystałem). Pozytywnie zaskoczyły mnie buty, mimo tego ze są niskie, przy dobrym zabezpieczeniu woskiem okazały się odporne na wilgoć i dopiero rano zaczęły przesiąkać, gdy temperatura wzrosła na plus. Krzesanie ognia w tak trudnych warunkach nauczyło mnie pokory i cierpliwości.

Wyprawę uważam za wielce udaną i liczę na kolejne edycje.