!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01 Transitional//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/loose.dtd" ||SVART ORM|| - 2010 - Ethnosfera 3-4.07.2010
Ethnosfera 3-4.07.2010


zdjecia


Ethnosfera, czyli festiwal muzyki folkowej urozmaicony obecnością rekonstruktorów odbył się w dniach 3-4 lipca 2010.
2 lipca po południu Dalebora, Wolrad, Bjorn i ja wyruszyliśmy pociągiem z Warszawy do Skierniewic. Pod dworcem okazało się, że mamy problem z transportem, jednak dzięki pomocnemu panu taksówkarzowi za symboliczną kwotę dotarliśmy do celu. Na miejscu okazało się, że impreza ma miejsce nad zalewem. Postanowiliśmy wykorzystać ten fakt nazajutrz :> Po wyznaczeniu naszego miejsca we czwórkę rozbiliśmy namiot. Gdy wszystko już było tam, gdzie trzeba, można było odetchnąć po męczącym dniu przy kameralnym ognisku. Rano dojechała pozostała część drużyny. Dzień upływał leniwie; było bardzo gorąco.
We dwoje poszliśmy nad zalew, gdzie w cieniu drzewa Wolrad naprawiał buta, zaś ja na zmianę spałam i straszyłam ciekawskie kaczki.
Po obiedzie większość drużyny postanowiła się popluskać w chłodnej wodzie. Zabawa była przednia! Gdy zrobiło się jednak już zbyt zimno, wróciliśmy do obozu. Wieczór zapowiadał się pełen atrakcji. Większość odtwórców wybrała dzikie pląsy pod sceną, część została w obozie, zaś Bjorn, Abu, Wolrad i ja postanowiliśmy postrzelać z łuków. Słońce coraz szybciej chowało się za horyzont; nie zauważyłam, że cięciwa odcisnęła na moim przedramieniu swoje piętno ;) Gdy powoli przestawaliśmy dostrzegać nasz cel postanowiliśmy pójść w ślady tańczącej części obozu. Niestety, w tym samym momencie muzycy pożegnali publiczność i rozpoczęła się tęga... biesiada:) Zaopatrzeni wcześniej w trunki zmagaliśmy się z rzeczywistością, podśpiewując, rozmawiając i wyczyniając inne, dziwne rzeczy aż do białego rana. Następnego dnia niektórzy odczuwali silne pulsacje wszechświata, inni zaś rześcy i wypoczęci zasiedli przy ognisku, aby ze smakiem zjeść "jajówę" przygotowaną przez Niemirę i Jorunn. Jako, że była to niedziela, turyści stawili się wyjątkowo tłumnie. Kilka osób pospieszyło rozłożyć swoje kramy, zaś niektórzy, tak jak poprzedniego dnia, poszli się kąpać. Dzień minął jeszcze szybciej, niż poprzedni. W końcu nadszedł wieczór i spakowani, wyruszyliśmy w stronę dworca.
Droga do Warszawy upłynęła wśród haseł "kuj beton", "podaj łom", "stary trep" oraz rozmaitych, powiązanych ze sobą skojarzeń, wywołujących UPOKORZENIE. W końcu i afterparty dobiegło końca. Pod dworcem Warszawa Śródmieście pożegnaliśmy się ciepło i część drużynników ruszyła chyżo do domów, zaś reszta - w dalszą drogę... :)

Jaromira