!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01 Transitional//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/loose.dtd" ||SVART ORM|| - 2009 - Rękawka Kraków 14.04.2009
Rękawka Kraków 14.04.2009
Rękawka zacnym wyjazdem się okazała!

Księżyc wysoko stał jeszcze na niebie, kiedy osiodłaliśmy rumaka imieniem Palio i ruszyliśmy; Astrid, Bjorn, Leif oraz moja skromna osoba. Bestia, choć silna trzech popasów wymagała, to też do celu dotarliśmy po sześciu godzinach. Siódme poty wyciskając dotaszczyliśmy w znojach sprzęt pod kopiec. Namiot w ostatniej chwili został rozstawiony. Wspomnieć wypada, że prócz wojowników i zacnych białek, pod kopiec przybyły niezliczone rzesze grodzian Krakowskich. Tradycją święta rękawki jest bieg Wojów wokoło kopca, który w tym roku zasłużenie Bjorn wygrał sławę Czarnemu Wężowi przynosząc. Po biegu wraz z pozostałymi wojownikami czynny udział w święcie rękawki wzięliśmy i zbrojnie na kopcu stojąc złożyliśmy hołd młodemu Jaryle, który jak ogólnie wiadomo starego Jaryłę przepędził przynosząc wiosnę. Witaliśmy go obiatą z kołaczy, jajek oraz monet. Następnie odbył się wiec, na którym to Krakowianie mieli obrać nowego władcę po niedawnej śmierci Kraka. Dwóch jego mości rościło sobie pretensje do tronu. Słyszeliśmy więc piękne i żarliwe przemowy stronników obydwu kandydatów. Od obelg po obietnice, od przysięgi czystości krwi aż po zarzuty zdrady. Ni jak grodzianie nie byli wstanie rozstrzygnąć czy Wisalv czy Jaksa władze ma objąć - do boju więc dojść musiało. Swar długo nie trwał i siły nasze pod dowództwem Jaksy zwyciężyły. Po bitwie długo jeszcze Wojowie dla zabawy sił swoich próbowali. Ja i Bjorn wielce temu radzi krzyżowaliśmy miecze z każdym, kto tego zechciał. Zachodu słońca doczekawszy pożegnaliśmy zmarłego Wislava oraz pozostałych dzielnych wojów. Pogrzeb odbył się za równo w chrześcijańskim jak i w naszym obrządku. Żal i lament płaczących niewiast niósł się u podnóża góry. Po odprawieniu Tryzny, konia chcieliśmy osiodłać by do grodu swego powrócić, jednak Straż Miejska wezwała nas do siebie, bowiem Rumak z książęcej łąki trawy skosztował. Po krótkich jednak negocjacjach, gdy dowiedzieli się, że pod zwycięskim sztandarem księcia Jaksy walczyliśmy, bez dalszego sprzeciwu wolno nas do domu puścili. Perun (choć zapewne moi towarzysze będą się upierać, że Odyn) na wyprawie nami się opiekował i pomyślnie nas całych do domu pokierował, gdzie dotarliśmy, kiedy już Choros nieboskłon opuszczał.

Sława Wiślanom za tak pięknie zorganizowane święto. Sława wojom, którzy przybyli świętować i walczyć się nie bali!

By Czcibor