!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01 Transitional//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/loose.dtd" ||SVART ORM|| - 2009 - 24.01.2009 - Wyprawa zimowa Ulfbjornsfelag
24.01.2009 - Wyprawa zimowa Ulfbjornsfelag
Dzień pochmurnie i deszczowo zapowiadał się od samego ranka. Wstałem jeszcze przed wschodem słońca, aby sprawdzić sprzęt i przygotować Się do wyprawy. O godzinie 7.15 razem z Thoreją wyruszyliśmy w stronę Skierniewic.
Podróż trwająca ponad 1.5 h dosyć szybko upłynęła. Oczywiście na miejscu czekali na nas gospodarze, brakowało jedynie koziołków Thora. Przebraliśmy się i przygotowaliśmy do wyjścia, Ponieważ wędrówkę tą traktowaliśmy jako pewnego rodzaju eksperyment chciałbym przybliżyć jej szczegóły.
Na zewnątrz temperatura była dodatnia i oscylowała koło 6 stopni Celsjusza. Niebo było pochmurne, przelotna mżawka i lekki opad deszczu towarzyszyły nam momentami w czasie podróży. Stopniały śnieg oraz duża wilgotność powietrza wpływały na rozmiękczenie podłoża. Wiatr był nieodczuwalny.

Nasze stroje przedstawiały się następująco: Leif - wełniane skarpety, wełniane owijacze, skórzane buty niskie, spodnie lniane i wełniane na wierzchu, koszula lniana, tunika wełniana, kaptur wełniany z lnianą podszewką. Jako wyposażenie dodatkowe: pasek skórzany, dwie kaletki, nóż, bukłak 700ml, worek lniany przewieszany przez ramie.

Thoreja - odzienie spodnie, wełniana suknia, wełniana tunika, skarpety wełniane, buty skórzane niskie, czapka wełniana z lnianą podszewką oraz obszyciem z futra lisa, rękawiczki wełniane.

Prowiant: w czasie podróży posilaliśmy się chlebem, pieczonym nad ogniskiem mięsem oraz jabłkami.

Należy nadmienić, że przed wyjściem dokładnie naoliwiliśmy nasze buty zabezpieczając je przed przemakaniem. Wyposażyliśmy się również w prowiant podróżny.

O godzinie 10.00 wyruszyliśmy ze Skierniewic autobusem do puszczy mariańskiej gdzie wędrówka się rozpoczęła. Pierwszy etap podróży to sprzyjająca, bezdeszczowa pogoda. Wędrowaliśmy przez część lasów gospodarczych nadleśnictwa Skierniewice. Przeważającym elementem lasotwórczym była sosnowa monokultura na stanowisku dosyć Świerzym. Podczas wędrówki część szlaku wiodła w bezpośrednim sąsiedztwie tamtejszej rzeki. Miało to wpływ na zwiększenie odczuwalnej wilgotności i oczywistą zmianę flory na typową roślinność nadrzeczną z przewagą olszy czarnej. Grząski teren dawał się we znaki przede wszystkim zwalniając marsz, ale i przemaczając buty. Dalej podziwialiśmy piękne krajobrazy rozlewiska rzeki w dolinie zasiedlonej przez bobry. Staraliśmy się trzymać na pewną odległość od wody, aby nie narażać naszego obuwia bardziej niż to konieczne na przemoczenie. Z chwili na chwile pejzaż zmieniał się. Od czasu do czasu wychodziliśmy na otwarty teren. Odwiedziliśmy również w międzyczasie stanowisko, na którym w XII wieku znajdowała się strażnica na szlaku pomiędzy tamtejszymi grodami. Ładne miejsce z bardzo dobrą widocznością znajdowało się na charakterystycznym stromym wzniesieniu. W tym czasie zarówno moje jak i Thorei buty zaczęły przesiąkać.
W niedługim czasie po zwiedzeniu stanowiska, udaliśmy się na skarpę przy malowniczym zakolu rzeki, aby rozpalić ognisko. Wspólnymi siłami zgromadziliśmy trochę relatywnie suchych sosnowych gałęzi oraz drewna liściastego. Z rozpaleniem ogniska nie było większych problemów. Ingwar był bardzo dobrze przygotowany na mokrą pogodę. Przy pomocy krzesiwa i przepalonego lnu, suchej kory brzozowej oraz wiórów brzozowych powstał pierwszy płomień, który z czasem przerodził się w źródło ciepła. Korzystając z okazji spożyliśmy nasz prowiant osuszyliśmy stopy i wypoczęliśmy w towarzystwie przyjaciół. Ciągłe żarty i przyjazna atmosfera sprawiły, że czas ten Minoł wyjątkowo szybko. Po zmierzchu udaliśmy się na stacje PKP i wróciliśmy do Skierniewic.

Na rampie czekała na nas strawa, muzyka oraz odpoczynek. Niestety ze względu na trwającą sesje i sprawy osobiste nie mogliśmy zostać na jakże obiecującej biesiadzie.

Tego dnia od godziny 10:00 do 17:00 przebyliśmy odcinek około 15 km.

Podróż była bardzo dobrym doświadczeniem sprawdzającym nasz codzienny sprzęt i ubiór w warunkach, które, na co dzień towarzyszyły przemieszczającym się i podróżującym ludziom. Wędrówki były determinowane wieloma czynnikami między innymi wymianą handlową pomiędzy sąsiednimi miastami/ grodami. Każdy prosty człowiek musiał z jakiegoś powodu podejmować taką podróż, choć z oczywistych względów zagrażało mu więcej niebezpieczeństw.

Pozdrowienia i podziękowania należą się naszym towarzyszą podróży oraz organizatorom, którzy jak zwykle stanęli na wysokości zadania wspaniale organizując czas i przemyślnie planując całe przedsięwzięcie.

Nasze spostrzeżenia:

Największym problemem były przemakające buty. Cała podróż odbywała się w dużej wilgotności po mokrym gruncie. Nie pomogło nawet staranne zabezpieczenie butów olejem lnianym. Dodatnia temperatura i ciągły ruch minimalizowały konsekwencje przemoczenia. Nakrycie głowy w postaci kaptura okazało się nieodzownym i bardzo wygodnym rozwiązaniem Prosta torba podróżna przewieszona przez ramie, w zestawie z kaletką wystarczyły, aby pomieścić i w komfortowych warunkach przetransportować prowiant, zapasową tunikę i rękawice a sporo miejsca zostało.