!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01 Transitional//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/loose.dtd" ||SVART ORM|| - 2009 - Bełtane - Wolin 1-3.05.2009
Bełtane - Wolin 1-3.05.2009
Bełtane - Wolin 1-3.05.2009 Standardowo wyruszyliśmy w czwartek wieczorem tak, aby w piątek rano przybyć na miejsce. Warunki w pociągu były straszne - 90% podróży upłynęło nam na korytarzu w strasznym ścisku. Kiedy wreszcie dotarliśmy na miejsce (gdzie powitała nas piękna słoneczna pogoda) zajęliśmy się zakwaterowaniem. Zostaliśmy umieszczeni w chacie zielarki. Po przebraniu i rozpakowaniu stwierdziliśmy, że czas odespać całonocną jazdę w ścisku. Kiedy nasze organizmy trochę wypoczęły zaczęliśmy integrować się z pozostałymi uczestnikami imprezy. Ten dzień upłynął pod znakiem rozmów ze starymi druhami oraz nowymi znajomymi. Po zachodzie Słońca obejrzeliśmy teatrzyk kukiełkowy w wykonaniu Nieustraszonych Łowców Wampirów, przy którym wszyscy zrywali boki ze śmiechu. Wieczorem udaliśmy się do chaty Lisów, aby wspólnie biesiadować i z jednego naczynia przepłukać gardła. Po stosunkowo cieplej nocy nastąpiła upalna sobota. Po zjedzeniu śniadania i zebraniu zamówień, ruszyliśmy z Astrid do sklepu. Po drodze spotkaliśmy Żytomirę i Mara, którzy udawali się na Wzgórze Wisielców, stwierdziliśmy, więc że przejdziemy się z nimi. Dotarcie na miejsce zajęło nam trochę mniej niż godzinę. Podczas tej wyprawy Słońce bardzo dawało się nam wszystkim we znaki. Wracając poczyniliśmy zakupy i przetestowaliśmy wytrzymałość drużynowych worków - bez problemu wytrzymują obciążenie ok. 15 kilogramów. Po obiedzie posiedzieliśmy trochę przy kramach Janiego i Lisów, przyciągając im klientów. Również tego dnia po zachodzie, odbył się teatrzyk, ale tym razem opowiadał już zupełnie inna historie. Wieczorem biesiadowaliśmy w naszej chacie - było ciasno, ale bardzo milo. Nie zabrakło żartów, opowieści i śpiewów (głownie w wykonaniu Svena z Floty). W niedzielny poranek widać już było wszędzie przygotowania do wyjazdu. Ale dobrze wykorzystaliśmy ostatnie godziny na Wolinie - Astrid wykonywała szpulki do nici a ja pomogłem Leszy przy pracy w kuźni gdzie po warsztatach z odlewnictwa próbowała cos samodzielnie stworzyć. Po przebraniu i spakowaniu, udaliśmy się na posiłek wiedząc jak długa podróż do domu nas czeka. Do domów dotarliśmy cało i zdrowo zadowoleni z wypoczynku i miło spędzonego czasu.

Podsumowując impreza bardzo mila i udana - mam nadzieje ze w przyszłym roku uda nam się tam pojechać większa grupa.

by Lutek